Marshall Jackhammer

Zawsze marzyłeś o przesterze, który burzy mury, niczym młot pneumatyczny? Cóż, chyba właśnie znalazłeś, a przynajmniej nazwa się zgadza… A co z pozostałymi aspektami? Firmy Marshall nie trzeba przedstawiać nikomu, kto miał choć minimalny kontakt z gitarowym graniem. Ich wzmacniacze ustanawiają standardy i kanony od dziesiątek lat, a dla wielu gitarzystów są prawdziwym Złotym Graalem. Recenzja, którą właśnie czytasz nie jest jednak poświęcona żadnej z tych legendarnych, lampowych konstrukcji. Na tapecie dziś mamy tranzystorowy przester w kostce, którego nazwa zadziornie straszy nas koniecznością odgruzowywania pokoju po użyciu.






W skład całej serii, którą reprezentuje omawiana kostka, wchodzą również oldskulowy Guv'nor Plus, bluesowy Bluesbreaker II, The Compressor, Vibratrem, Echohead, Reflector i Regenerator. Mamy więc całą gamę efektów, od tych wzbogacających dośc subtelnie, przez modulucjące, aż po distortion. Wszystkie charakteryzują się stylowym wyglądem i pancerną obudową. No właśnie…

Wykonanie

Pierwsze co ciśnie się w usta po kontakcie z tą kosteczką to: pancerz! Jest naprawdę solidnie wykonana i ciężka, sprawia wrażenie, jakby mogła stawić czoła Nokii 3310.

Marshall Jackhammer - wykonanie

Spód kostki jest pokryty w całości gumą, tam też znajduje się odkręcana klapka na baterie. O dziwo, w moim egzemplarzu jeszcze się trzyma, choć słyszałem, że ma tendencje do usamodzielniania się. Górna ściana zaopatrzona jest w gniazdo zasilania 9V, ścianki lewa i prawa to kolejno: wyjście i wejście sygnału. Front to głęboko grawerowane logo Marshalla, metalowa przynitowana klapka z nazwą kosteczki, solidny metalowy przełącznik włączenia/wyłączenia, no i potencjometry. Tych jest 7, z tym, że w trzech przypadkach są to gały dwupoziomowe, którymi regulować można niezależnie 2 parametry. Zaczynając od lewej mamy do czynienia z wyborem trybu pracy overdrive/distortion, regulacją głośności i nasycenia, następnie trebli i basów, aż w końcu 2 tajemnicze parametry o nazwach contour i frequency. Gałeczki są metalowe, a ich ścianki mają miłą, chropowatą fakturę. Niestety, tarcia między górnym i dolnym poziomem powodują, że czasami regulują się oba pokrętła na raz. Wisienką na torcie jest mała czerwona diodka wskazująca aktywność przesteru, skryta gdzieś pomiędzy pokrętłami.

Jak to wrażenie pancerności znosi próbę czasu? Całkiem całkiem… Mój egzemplarz, który zakupiłem lata temu z drugiej ręki, nie miał łatwego życia. Już w momencie zakupu nie był w dobrym stanie wizualnym, a ja też nie obchodziłem się z nim łagodnie – przez kilka lat odpowiadał za moje przesterowane brzmienia na sali prób. Walał się więc po pokrowcach razem z kapslami po piwie, kablami, strunami i boję się myśleć z czym jeszcze, bywał składowany i przenoszony wewnątrz kolumny gitarowej, kilka razy spadł z mniej lub bardziej bolesnej wysokości. Przez te lata starło się nieco lakieru, którego i tak nie było za dużo w dniu zakupu… Starła się też część napisów, a konkretniej przy wejściu i wyjściu sygnału, a także punkty wskazujące aktualne pozycje potencjometrów. Taki prawdziwy weteran :) Zresztą, pełny pakiet zdjęć tego nieszczęśnika obejrzeć możecie w galerii. Marszałek niewiele sobie robi z szorstkiego traktowania, bo nadal bezczelnie warczy, tak jak w dniu zakupu. Jedynym mankamentem jest niedziałające gniazdo baterii – efekt działa tylko na zasilaczu. Tak czy siak, producentowi należą się gratulacje za stworznie kosteczki odpornej na większość destrukcyjnych zachowań gitarzystów.

Spis Treści