Marshall Jackhammer

Brzmienie

Kostka jest sygnowana logiem legendarnego producenta wzmacniaczy gitarowych. I wszystkie reklamy obiecują, jak to ten wspaniały produkt uczyni z Twojego 10W wzmacniaczyka na 8-calowym głośniku prawdziwego lampowego potwora rodem z płyt Bon Jovi. No cóż… Prawda jest trochę bardziej szarobura. Faktem jest, że kostka przeznaczona jest przede wszystkim do wszelkiej maści rocka. Od konfederackich, bluesrockowych zagrywek rodem z Tennessee, przez klasyczne już dziś pudel-metale z Los Angeles, aż po cięższe, nadal jednak rockowe, współczesne brzmienia. Do wyboru mamy 2 tryby pracy: overdrive i distortion.

Pierwszy tryb jest całkiem przyzwoity. Nie jest tak do końca marszałkowski, jak nam obiecują, ale jest sympatycznie, nie siarzy, nie skrzeczy, nie muli. Jest sporo góry i środka. Trzeba jednak cały czas mieć na uwadze, że mamy do czynienia z bardzo budżetową kostką, która w sklepie kosztuje ok. 200zł. Pisząc „przyzwoite” mam na myśli niezłe, w porównaniu z konkurencją z tej półki cenowej. Zakres przesterowania jest całkiem fajnie dopasowany do rockowania. Przy niższych pozycjach można pograć bluesa i blues rocka. Trochę tu jednak mało ciepła - brzmienie jest dość nowoczesne, jak na bluesa. Pozycje ok. godziny 12 to domena klasycznych brzmień rockowych. Im dalej w prawo, tym ciężej. Przy czym skraje ustawienie nie nadaje się do niczego, bo brzmienie robi się kluchowate i nieczytelne.

Marshall Jackhammer - wykonanie

I dochodzimy do pięty achillesowej tej kosteczki, punktu, w którym zdajesz sobie sprawę, że myliłeś się, jeśli myślałeś że ta kostka jest spoko pod każdym względem i już ubierałeś buty, lecąc do sklepu. Kanał distortion to jakiś żart. Przester brzmi, jak zza ściany z kartongipsu, jest koszmarnie zamulony i praktycznie jakiekolwiek ustawienie poza wysokimi na max i basem na min nie ma racji bytu. Tryb ten należy unikać szerokim łukiem. Jedynym wyjściem może być wspomniane wcześniej ustawienie, nadawać się też może od biedy do gry solowej, ma też większy zapas gainu, niż tryb overdrive.

Ogólnie rzecz biorąc kostka nie jest taka prosta do „ustawienia”. 6 potencjometrów (siódmy do zmiany trybu, który pomijamy) to całkiem sporo możliwości. Co z tego, skoro część z nich jest praktycznie zbędna, ponieważ poza paroma konfiguracjami, brzmienie jest zwyczajnie słabe. Czas przedstawić 2 tajemnicze potki – frequency i contour. Ten pierwszy steruje tym, które częstotliwości mamy wyciąć za pomocą regulacji contour. Tak więc ustawienie frequency na godzinę 12 daje neutralny efekt. Kręcenie w lewo obcina średnio-niskie i niskie tony, natomiast w prawo – daje obcięcie wysokich tonów. Potek contour reguluje poziom wycięcia określonej częstotliwości. W teorii ekstra, nieograniczone możliwości kreowania brzmienia! W praktyce – w zasadzie każde ustawienie potka freq nieco dalej od pozycji neutralnej daje dziwne, nienaturalne brzmienie, którego nie sposób wykorzystać prawie do niczego. Szkoda, bo założenie było ciekawe…

Spis Treści