Blackstar HT-5

Brzmienie

Jak już wspomniałem we wstępie – to maleństwo jest naprawdę głośne, jak na swoje 5W. Głośność ustawiona na godzinę 9 (czyli ok. 3/10) może już spowodować w domowych warunkach ciekawość domowników, cóż tam się u nas wyprawia. Nie miałem okazji zagrać na nim próby, ani koncertu, ale pewien jestem, że jest w stanie dzielnie przebijać się przez perkusistę na sali. Wielki plus należy się inżynierom z Blackstara za to, że udało im się zachować świetne walory brzmieniowe nawet przy skręconym potencjometrze volume. Brawo panie i panowie!

Kanał czysty brzmi dobrze. Tak, to jest odpowiednie słowo. Nie porywa, nie powoduje drżenia rąk i nadmiernego pocenia, ale nie ma się też czego wstydzić. Przy mniejszych głośnościach jest - niespodzianka! – bardzo czysto, przejrzyście i czytelnie. Przy mocniejszym rozkręceniu wzmacniacz nasyca się, zaczyna wydobywać z siebie dodatkowe harmoniczne, aż w końcu brzmienie lekko się przełamuje i naturalnie „brudzi”. Czysta poezja, właściciele tranzystorów, czy cyfry mogą tylko pozazdrościć. Gałki wspólnej korekcji działają bardzo dobrze, reagują nawet na małe zmiany i mają odpowiedni zakres. Szkoda tylko, że nie zdecydowano się na oddzielną korekcję. W wersji z literką „R” na końcu pokuszono się o namiastkę niezależnej korekcji w postaci potencjometru „Tone” dla kanału czystego. Jednak z drugiej strony, w tym modelu możliwości kręcenia brzmienia na czystym są większe z racji trzech gałek. Wzmacniacz bardzo fajnie reaguje na artykulację i zmiany dynamiki grania. Brakuje tu jednak trochę przestrzeni i powietrza, mam wrażenie, jakby kanał czysty był „upakowany” brzmienowo w kartoniku po soku. Ale umówmy się – nikt nie kupuje Blackstara dla czystych kanałów. Do tego służą Peaveye Classic, albo Fendery Champion 600. Kropka.

Blackstar HT-5 - wykonanie

A na przesteeerzeee… Jest lepiej. Zacznijmy od tego, że wzmacniacz ma duuuży zapas gainu. Lecz nie sztuką jest zalać wzmacniacz lampowy hektolitrem przesteru i cieszyć się, że zuo leje się z głośników. Prawdziwa sztuka i magia ma miejsce na tych niedużych przesterowaniach, gdzie oddzielić można wzmacniacze dobre od tych słabych. Ten z całą pewnością należy do tych pierwszych. Zaczynamy od lekkiego drive’u, tak na poziomie 1-2/10 gainu. Wzmacniacz startuje tutaj z poziomu przełamanego brzmienia na rozkręconym kanale czystym i szybko wznosi się na poziom z pogranicza AC/DC i blues rocka. Aż się chce grać! Riffy brzmią zadziornie i bardzo czytelnie, a solówki urzekają subtelnością i rasowością brzmienia. Idziemy dalej…

Zaczynamy kręcić tajemniczą gałką oznaczoną symbolem ISF. Jak wspomniałem, zmienia ona sposób korekcji pozostałych potencjometrów w taki sposób, że skrajne położenia pokrętła charakteryzują brzmienie amerykańskie i brytyjskie. I można między nimi płynnie przechodzić! Kręcimy gałą w lewo i mamy zwarte, bardziej agresywne brzmienie, z wyeksponowanym środkiem i górą, rodem z amerykańskiego thrashu. Odbijamy skrajnie w prawo i środek cofa się lekko, bas zostaje podbity, brzmienie nieco łagodnieje. W wielu artykułach spotkałem się już z tym wyrażeniem i nie sposób się z nim nie zgodzić, a jeszcze trudniej nie powielić w kolejnym tekście – brzmienie staję się jakby bardziej „drewniane” i matowe, jak na brytyjskiego Marshalla przystało. Zarówno dla jednej, jak i dla drugiej pozycji znaleźć można wiele zastosowań, bo obie brzmią naprawdę dobrze. A między nimi nieskończoność możliwości!

Na cięższych przestrach nasz Blackstar radzi sobie równie dobrze. Dzięki sporym możliwościom kreowania brzmienia możemy uzyskać naprawdę ciekawe i różnorodne efekty. Riffy brzmią tak jak powinny, dźwięk jest dynamiczny, czytelny, nie zamula i nie siarzy (oczywiście przy skrajnych ustawieniach korektora można i takie brzmienie uzyskać, jeśli ktoś lubi ;) ). Partie solowe warczą jak należy na basowych strunach, na wiolinach tną powietrze jak żyletki. I podkreślę to jeszcze raz – wzmacniacz ma duuuży zapas gainu. W zasadzie miłośnicy ciężkiego rocka, czy umiarkowanie ekstremalnego metalu powinni być kontent już w okolicach połowy zakresu gainu (ok. 5-6/10). Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie aby gałę rozkręcić na maxa, ale pod koniec skali wzmacniacz gubi selektywność, brzmienie staje się trochę kluchowate i nieczytelne.

Zapraszam do posłuchania jak brzmi to maleństwo w dziale audio/wideo

Podsumowanie
Wykonanie

Spis Treści

  1. Wstęp
  2. Wykonanie
  3. Brzmienie
  4. Podsumowanie
  5. Próbki audio/wideo